Darmowe pocałunki

Promienie słońca i świergot ptaków przebudziły mnie ze snu.
Za oknem bezchmurne niebo, w duchu też pogoda. Wyspana, uśmiecham się i przeciągam rozkosznie. Pierwszy lipca, dzień w którym nie sposób inaczej budzić się w Kanadzie. W kraju – zlepku języków, nacji, twarzy, być może setki kultur, w którym mieszkańcom, mimo różnic, przyświeca idea tolerancji i zgodnego współżycia. Uświadamiam sobie właśnie tego dnia, co roku.
Dzień zapowiadał się upalny, więc jak nie skorzystać ze świeżości poranka. Pełna energii wskoczyłam w szorty, w koszulkę na ramiączkach i zbiegłam po schodach. Wsunęłam stopy w tenisówki, chwyciłam za ciężarki i raźnie pomaszerowałam na ścieżkę. Wśród woni ukwieconych drzew, krzewów, wśród hello, good morning, how are you, mijałam pogodnych spacerowiczów. W ich spojrzeniach malowała się serdeczność.

Gdy wróciłam do domu, Andrzej krzątał się na patio, szykując brunch. Kładąc na stole talerz pachnących słodyczą owoców, zapytał:
– Masz chęć przypomnieć sobie dawne lata, zakosztować młodzieńczej fantazji?
Spojrzałam na niego zdziwiona, a on ciągnął dalej:
– Co powiesz na eskapadę do centrum miasta? Spodziewają się tam dzisiaj pół miliona ludzi. Takiego tłumu w Ottawie jeszcze nie było. A przy okazji zapraszam cię na kawę. Na tą najbardziej kanadyjską do Tim Hortonsa – usiadł, uśmiechając się kusząco.
Zaskoczył mnie. Ach ta euforia do tłumów! Starałam się przywołać to uczucie; przygasło. Na placu pod parlamentem bywaliśmy rok rocznie. Zawsze jednak w większym gronie, z dziećmi, rodzicami, znajomymi, z przyjaciółmi, ale tylko we dwoje? Rozweselona na dobre podjęłam wyzwanie.
– Na młodość i fantazję już mam ochotę! Z przyjemnością…
Dalsze słowa zadowolenia zagłuszył odgłos zbliżającego się samolotu. Zaciekawiony wzrok powędrował ku niebu. Znad drzew wyleciały „Snowbirds”. Dziewięć biało-czerwonych samolotów – chluba i wizytówka Kanady w lotniczej akrobacji grupowej. W szyku, jakby sklejone ze sobą w kwadrat przeleciały dostojnie nad głowami.
A my, dumnie nastrojeni pojechaliśmy na spotkanie z tłumem.
Jakże swojsko, na biało-czerwono wystroiło się nasze miasto. Ulice zapełnione mrowiem ludzi. Biało-czerwone ubiory, czapki, peruki, kapelusze, przepasani, owinięci biało-czerwonymi flagami, klonowe liście pomalowane na biało-czerwonych twarzach. Wszędzie rozbrzmiewało wesołe „Happy Canada Day”! Nieznajomi przechodnie pozdrawiali się radośnie, wzmagając klimat jedności. Tego dnia każdy, nawet turysta czuł się Kanadyjczykiem. Obserwując te promienne pełne uśmiechów oblicza zatykało mnie z podziwu.
Na deptaku Sparks Street kurczowo trzymałam się Andrzeja, by czasami nie zniknął mi w biało-czerwonym gąszczu. Podeszliśmy kawałek, skąd dobiegała muzyka. To gitarzyści z Ekwadoru przyciągali i porywali latynoskimi rytmami. Nogi same zaczęły dreptać, a biodra z ramionami poszły w ich ślady.
Nie sposób było przejść, tak gęsto ludzie rozsiedli się w najlepsze na trawniku przed parlamentem, gdzie na mega scenie trwały gorączkowe przygotowania do koncertu uwieńczonego fajerwerkami. Honorowi goście to książę William i księżniczka Catherine. Już dzień wcześniej wielbiciele zajmowali miejsca przy ustawionych barierkach w nadziei, że będą mogli z bliska zobaczyć, a może nawet pozdrowić przyszłych monarchów, przed południem w czasie pompatycznego przejazdu odkrytą karetą ulicami miasta lub podczas wieczornej gali.
Kiedyś nie potrafiłam zrozumieć fascynacji rodziną królewską w tym kraju. Zdawała się śmieszna. Z upływem lat, jednak, choć bez przesady, dzielę ją z innymi. Ona nas do siebie zbliża, wnosi w życie urok i koloryt dawnych lat, wyzwala marzenia. Wprowadza w niezwykły świat bajki. Wciąż w nas żyje. Dopóki istnieją księżniczki i książęta, nasza bajka jest prawdziwa.
„Come Together” Beatelsów doleciało z oddali. Przy moście na Rideau za pełnym banknotów otwartym futerałem wyginał się niezgrabnie podtatusiały hipis. Wspomnienie młodości zagrało na tęskną nutę, że aż ścisnęło w dołku.
Nad kanałem, w pobliżu National Art Center czworo młodzieńców, znowu z Ameryki Łacińskiej, grając i śpiewając rozbawiali zebranych wokół sceny. Wielu tańczyło. Latynosi, Azjaci, Europejczycy, Afrykanie wywijali salsę. My też czym prędzej ruszyliśmy w tany.
Na placu obok pomnika wojny mijaliśmy dwóch wyrostków.
– Popatrz na tych… – wskazując na nich puściłam do Andrzeja oko. Nieśli planszę z napisem FREE KISSES.
– Czego to ludzie nie wymyślą – zaintrygowana pomysłem przystanęłam. Nie dowierzając śmiałam się w głos, gdy co rusz przechodzące panie, dziewczyny, a nawet chłopaki nastawiając policzki do pocałunków, korzystali z kanadyjskiego ciepła i serdeczności. Tego dnia wszyscy są dla siebie braćmi. Wszyscy się kochają.
To magiczny dzień, pomyślałam. Podniosłam głowę, patrząc na błękit w górze zanuciłam w myślach:
Oh Canada… dzisiaj jestem Twoją.

Reklamy

Informacje o Liliana Arkuszewska

Autorka powieści "Czy było warto?"
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

12 odpowiedzi na „Darmowe pocałunki

  1. marzycielka57 pisze:

    Rozmarzyłam się Liliana.Piszesz sercem.Milutko pozdrawiam.

  2. Azalia pisze:

    Oj jak dobrze, ze tutaj zerknęłam i nacieszyłam się tym co opisujesz. Jakże różny obyczaj i sposób świętowania, niż u nas. Od pewnego czasu w naszym kraju, każda wielka impreza rozbija sie o animozje polityczne, dzieli ludzi na dwa obozy i zamiast radości, jest nienawiść, gorycz i żal.
    Pozdrawiam serdecznie z domowych wakacji.

  3. atagao pisze:

    U Ciebie, podobnie jak i u mnie, Swieto Narodowe to czas rodosci,
    tak jak urodzinowa impreza kazdego z nas.
    Nie moge sie doczekac, kiedy nareszcie bedzie tak samo w Polsce.
    I zadne martyrologiczno-listopadowe klimaty mnie nie przekonaja!

    A swoja droga zalapalas sie na ten Free kiss?

    • Oczywiście że się załapałam. Przepuścić takiej radości nie można było.
      Jeden z gentlemanów cmoknął mnie w lewy policzek, a drugi gentleman osłodził buziakiem prawy. Co za deser!
      Cieszę się, że go spróbowałam, bo to rzadkość. Trafia się tylko pierwszego lipca i tylko w Kanadzie.
      Przyjedź do Ottawy za rok, sama posmakujesz 🙂

  4. Łukasz T. pisze:

    Widać małżonek potrafi pozytywnie zaskoczyć 😉 Bardzo miło się czyta 🙂

    W Polsce kiedy tak będzie? Pewnie nigdy. Polacy inaczej podchodzą do Świąt Narodowych. Zdecydowanie inaczej.

    Pozdrawiam 🙂

  5. ula pisze:

    Pozdrawiam serdecznie.W Toronto mam koleżankę z czasów studenckich.Utrzymujemy kontakt dziesiątki lat.

  6. merlin-joe.bloog.pl pisze:

    Podoba mi się tu. Bedę zaglądać, pozdrawiam ciepło 🙂

  7. Andante pisze:

    Patrzę na Kanadę przez pryzmat Ani , tej , którą zna cały świat i zawsze jestem rozczulona. W moim wieku trudno szukać miejsca innego poza tym , gdzie mieszka się od lat , ale przecież podróże od tego są by je poznać i żywię nadzieję , że może jeszcze stanę na Wyspie Księcia Edwarda. Nigdy nic nie wiadomo. Serdecznie pozdrawiam…

  8. clisha pisze:

    Cudowne są takie święta. Mnie uświadamiają, jak bardzo wszyscy jesteśmy w tym kosmosie ważni i nawzajem sobie potrzebni. A duch serc, miłości niesie się zawsze jak najpiękniejsza wstęga. Uściski gorące posyłam Ci, Liluś, i sto całuśnych baloników, niech lecą tam do Ciebie….

  9. ewa pisze:

    Tak, zgadzam sie.
    Jestesmy WSZYSCY dla siebie bardzo wazni i warci milosci.
    Ewa

  10. Gosia pisze:

    Lila, to jest dokladnie to samo co ja odczuwam 1 lipca co roku. Ten dzien ma szczegolne znaczenie dla mnie. Mysle ze dobrze to ujelas skoro sklonilas mnie (mysle ze takze innych) do zastanowienia sie nad swoimi odczuciami. Dzieki

  11. Jestem przekonana, że większość z nas (emigrantów w Kanadzie), czuje dokładnie to samo, bo inaczej czuć nie można. 1 lipca, to dzień, w którym sobie uświadamiamy jak nam tu dobrze. Wśród takich jak my, biegnie życie w spokoju i zgodzie. Praca przynosi owoce, napotkani z uśmiechem pytają „how are you?” OK lub Fantastic! – odpowiadamy, nieprawdaż?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s