Cieszyć się czy ubolewać?

Przyjechałam do Kanady niewiele o niej wiedząc. Z książek, że to kraj o pięknej przyrodzie pachnący żywicą, mlekiem i miodem płynący. Z lekcji geografii, że zasobny w surowce i ogromny, że zajmuje większą część kontynentu północnoamerykańskiego.
Mieszkam tu prawie trzydzieści lat i nie przypominam sobie, aby powiedziano o nim, że to też Ameryka, bo Ameryka to Stany Zjednoczone, nie tylko w ich mniemaniu. A ta kraina śniegów i mrozów nad nimi, to Kanada. Mimo że graniczą przez miedzę, to ma się wrażenie, jakby te dwa kraje nie leżały na tym samym kontynencie. Tam pępek świata, wszechmocny Waszyngton, a Ottawa dla Amerykanów – daleka krewna choć stąd do granicy żabi skok, niewielu z nich wie, że jest stolicą. Nie kojarzą nawet Europejczycy, że na tym samym równoleżniku leży Mediolan.

Pamiętam ten słoneczny dzień, jakby to było wczoraj. Wsiadaliśmy do samolotu w Paryżu (mieszkaliśmy osiem miesięcy) podekscytowani i ciekawi, jak wygląda tamta stolica do której lecimy.
Zaskoczyła drewnianymi przybudówkami dworca już na lotnisku, a miasto, nie przypominało swym wyglądem stolicy, zwłaszcza stolicy jednego z najbogatszych krajów świata. Rozległa, bez charakteru. Zabudowa to istna baba z dziadem, szpetna, budziła w nas chęć powrou do Europy. Wieczorem wyludnione centrum sprawiało wrażenie ospałej prowincji. Trudno było mi to zrozumieć, a jeszcze trudniej pogodzić się z faktem, że sami wybraliśmy Ottawę na miejsce osiedlenia.
Zostaliśmy. Przeważyły inne względy, by rozpocząć tutaj nowe życie, bez zwracania uwagi na jej brzydotę.
Przyjazność ludzi, troska o nowoprzybyłych, piękne mieszkanie z bajecznym widokiem na rzekę i wzgórza Gatineau sprawiło, że stopniowo zaczęliśmy dostrzegać jej uroki. Ma ich wiele. Ottawa zmieniała się w oczach, rozwijała się, a my razem z nią.
Jak grzyby po deszczu wyrastały szklane biurowce, centra handlowe, hotele, nastrojowe kafejki. Powstawały nowe osiedla na pustych terenach. Poza jednym, w środku miasta pole – rozległa farma eksperymentalna Ministerstwa Rolnictwa. Jedyne takie kuriozum na świecie w stolicy. Milionowe miasto obrosło farmę i stale się rozrasta, pięknieje zakątek po zakątku, cieszy oko nowy wygląd.
No i wreszcie! Zauważono Ottawę! Ni stąd ni zowąd doczekała się uznania i miejsca w pierwszej dziesiątce światowych rankingów. Kilka dni temu MSN Travel ogłosiło listę na której sklasyfikowano ją na ósmym miejscu, tyle że najgorzej ubranych ludzi na świecie. Obciach, poruta i można tylko ubolewać, ale trudno się dziwić, skoro wielu Ottawian nie przywiązuje wagi do wyglądu.
Owszem do pracy biurowej, a tej w mieście najwięcej, należy przyjść ubranym schludnie, niekoniecznie modnie, nie należy krzykliwie lub wyzywająco. Ma to tę zaletę, że nie zauważa się szpanerstwa i bufonady.
To swojskie stonowanie sprawia, że łatwiej być ze wszystkimi „na Ty”, nawet z szefem, czy wyższym dyrektorem. Takie zwyczaje; wolność i tolerancja zaszły tu daleko.
Na ulicach też nie ma na kim oka zawiesić. Podobno ci modnie ubrani jeżdżą samochodami. Przepraszam, jest na kim. Na takich co nie mają lustra w domu, albo zapomnieli w nie spojrzeć. Bezguście, że aż może zemdlić. Na opasłych, pofałdowanych ciałach elastyczne piżamo-dreso-gacie, lub niby spódnice, za długie albo za krótkie, zbyt obcisłe, albo obwisłe. Wymemłane T-shirty lub coś co miałoby nazywać się bluzką. Chyba ubierają to co mają pod ręką i aby comfi -wygodnie było. Króluje luuuz. Tutaj przysłowie „jak cię widzą tak cię piszą” nie przyjęło się, a w szkołach nie uczą ani szyku, ani gustu.

Demokracja – Ameryka. I znowu jej nie doścignęliśmy. Boston, Orlando i inne uplasowaly się wyżej.
Cieszć się czy ubolewać?

Reklamy

Informacje o Liliana Arkuszewska

Autorka powieści "Czy było warto?"
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

43 odpowiedzi na „Cieszyć się czy ubolewać?

  1. Andante pisze:

    Najpierw zadam Ci jedno pytanie. Czy pochodzisz z Wielkopolski,może z Poznania, który nazywam Pyrkowem? Użyłaś słowa poruta, które jest częstym określeniem gwarowym na wstyd , u nas właśnie. Jeśli chodzi o to co piszesz to wszelkie rankingi sa po prostu śmieszne. Nie wiem kto na tym zarabia i czemu ma to służyć.Masz racje , że dla ludzi Ameryka to głównie USA („to jest Ameryka, to słynne USA , to jest wspaniały kraj , na ziemi raj” – cytat z piosenki.” Opowiedzcie mi panowie
    Niech się raz nareszcie dowiem,
    Co to jest to słynne U.S.A.?
    Tam ma ciotka dwa miliony,
    Tam mieć możesz cztery żony,
    I to wcale nie jest złe, oh good.

    Ach byczy ten kraj
    Siuksowie bye, bye,
    Dolary aj, aj
    Ou money aj, aj
    Daj boże mi daj, daj, daj, daj

    Ref.[2x]
    To jest Ameryka
    To słynne U.S.A.
    To jest kochany kraj
    Na ziemi raj.

    2. Gdy podrapać ci się trzeba
    Masz pod ręką drapacz nieba
    Nad drapaczem drapacz mnoży się
    No i widzisz to i owo
    Żywy kowboy z kowboyową
    Na mustangach grają, w remibrydż

    Ach byczy ten kraj,
    Siuksowie bye, bye
    Dolary aj, aj
    Ou money aj, aj
    Daj boże mi daj, daj, daj, daj ”
    Synonimem bogactwa była i jest Kanada. Ludzie wiedza o niej tyle ile napisałaś . Przyjmuje zakład, że mało kto wie co jest stolica tego kraju.Dlatego nie ma co przejmować się i robić swoje.
    Pozdrawiam z pięknego , bo „mojego” Pyrkowa. Vale!

  2. Nowak pisze:

    Cieszyć Kochana, Cieszyć się trzeba…
    Po cholerę życie marnować na „zobbaczcie jak ślicznie ubrana jestem”, kiedy mozna się skupić na ważniejszych sprawach… – np. rozmyślaniu nad przemijaniem 😉
    Pozdrawiam z Australii
    Karol Nowak

  3. Violetta pisze:

    Smieszna ta piosenka nie tylko w Andante ale i presto………., trzeba by spiewac w presto vivace, czytaj „szybko i niezrozumiale”, oj te mity. Co my znalismy z „Ameryki”, hollywood? piekne szczuplinskie dziwczyny z nogami az po pachy, przystojni amanci, ogromne samochody i nawet byle jaki policjant z filmu mieszkal w chalupie w ktorej trzeba bylo rozmawiac przez telefon z pokoju do pokoju zeby sie uslyszec. Kanada, kraj miodem plynacy i rzeczywiscie tak bylo dla emigrantow sprzed pokolen. Kanadzie i USA nie mozna ujac roznorodnosci przyrody, to „kolos”, chociaz syberia tez ma swoje, no ale tam juz nas nie ciagnie.
    Lilka, masz racje w tym wszystkim co piszesz, a zdjecia widze wybralas coby nie zaszokowac coponiektorych.
    Juz na granicy czlowiek czul sie jak na granicy polsko ruskiej (za czasow komunizmu, teraz nie mam pojecia jak to jest). Przyjmuja czlowkieka w taki sposob jakby byl czemus winny!!!! No ale pomijam to, bo skoro ma sie odpowiednie wizy, papiery to jest w miare ok.
    Oj boch, temat morze……..do tego co napisalas, dodam (Ty mowisz o polu kukurydzianym w srodku miasta), tutaj przerazeniem ogarniaja slupy i druty wysokiego napiecia wszedzie i byle gdzie, w kraju z ktorego pochodzi pierwszy krok na ksiezycu!!!!!!! Przecietnego „amerykanina” to nie obchodzi, on musi miec duzy tv coby mecz mogl ogladac, pare piw i hamburgera.A to ze pojdzie do sklepu w pizamie, czy papilotach, nie wspomne o takiej co wyskoczyla jeszcze z farba swieza na glowie to nie jest wazne. Najwazniejsze zeby sie zaparkowala tuz tuz przy wejsciu zeby nie przejsc 50 m, bo to meczy.
    Dla wiadomosci, jeden obywatel na szesciu w USA zyje w biedzie!!!!!!
    Coponiektorzy sie zapytaja, do cholery co wy tam robicie wiec????
    Ano, my na szczescie przyjechalismy z walorami europejskimi, coponiektorzy z solidna edukacja i nam jest tu latwiej zyc niz w Europie, walczymy z dekadencja i wychowujemy dzieci na nasza modle. To jest wlasnie sila i potega Kanady i USA, bez emigrantow kraje te mialyby duzo duzo problemow. Nie wszystko jednak jest takie zle……..
    Walorem „amerykanskim” miedzy innymi z pewnoscia jest to, ze relacje i zycie oparte jest na prawdomownosci. To wpajane jest w szkolach od dziecka. Przypomnijcie sobie sprawe Clintona. Ja sama raz( bez zwiazku z Monika i Billem) zrobilam szmugiel przez granice wwozac pare kg dobroci francuskich do jedzenia, nie tylko ze wyrzucili ale zaplacilam $300 kary, zapytalam sie ok, wyrzucaj ale czemu kara, ano za to ze w deklaracji sklamalas, dostalam wypiekow, bo rzeczywiscie sklamalam, zaplacilam i skruszona odeszlam. Tym nostalgicznym akcentem za dobrym jedzeniem skoncze, bo papieru zabraknie……..

  4. eremi pisze:

    Ale przynajmniej nikt nikomu nie dogaduje.
    A w Polsce z wszystkiego da się zrobić temat do wyśmiewania.
    Z eleganckiego szyku (bo zbyt wykwintny i zazdroszczą), ale też z totalnego niechlujstwa (bo to dzieciak biedaków albo z pijackiej rodziny).

  5. majchers pisze:

    To nie tylko Ottawa, która cieszy (?) oko brzydko ubranymi ludźmi. To cała Kanada.
    Ilekroć przylatuję/wracam do Kanady zauważam tę niechlujność i beznadziejność ubioru. Te niepodowiązywane sznurowadła, rozczłapane przedpotopowe kapcie, zanoszone na śmierć spodnie wujka, farmerskie koszule koniecznie „na wierzchu” – i tak dalej, dalej i dalej… Cóż, jedynym chyba wytłumaczeniem tego jest, że Kanada sąsiaduje z Imperium Walmartowców poniżej 42 parallel.

  6. atagao pisze:

    Amerykanski brak gustu mnie przeraza.
    Cudakow chetnie ogladam na Soho, jakze ja lubie te klimaciki; cwieki w spodniach i piora na ramionach, a klapki na nogach.
    A wszedzie kroluje wygoda. Slusznie Violetta zauwazyla:pidzama i papiloty.
    Koszmar. I co najbardziej budzi moje przerazenie, ze zadomowieni tutaj moi znajomi przejmuja te zwyczaje. O rany, jakby nie mieli faktycznie luster. Albo grama krytycyzmu.
    Pozdrowionka od jeszcze normalnej:)

  7. merlin-joe.bloog.pl pisze:

    Myslę, że lepiej cieszyć się bo to pozytywnie nastawia, a ubolewać nie ma nad czym, raczej mieć ubaw z tzw wygodnej odzieży, wyobraź sobie, że w Dublinie też się z tym spotykam 🙂 i jak narazie nie mogę się napatrzeć na takie dziwadełka. Wychodzi na to, że wolność Tomku w swoim domku wyszło po za ogrodzenie domku hehe,
    pozdrawiam miło :))

  8. aneta pisze:

    A mnie sie to bardzo podoba! Przypomina Norwegie w ktorej zyje, uwazam ze to jest naprawde swietnie moc nie przejmowac sie tym co nakazuja nam Vogue, i Elle i IN STYLE i jeszcze inne tam wspaniale magazyny, ktore tez zreszta regularnie czytuje. Super. A ci bardzo modni? No coz, to cala wielka armia bardzo do siebie podobnych w danej chwili pan i panienek z poprawna IT-bag za cala formule, czy takimi Jimmy Choo czy jeszcze jakimis tam Lobouitinkami. Dajcie mi takie panienki i panow w t-shirtach! W Polsce tez przydaloby sie troche poluzowac, plakac sie chce na widok pan ciagnacych male dzieci i wleczacych wilelkie siaty idac na szpilkach okolo 15cm. Biedule.

  9. Violetta pisze:

    Aneta, masz calkowita racje, niech chodza sobie w tych workach po kartoflach tylko zeby te worki byly schludne!

  10. eremi pisze:

    Prawda. Worki też mogą wyglądać schludnie…:)

  11. majchers pisze:

    Czy Wy aby nie przesadzacie ociupinę z tymi workami, schludnością i tak dalej…?

    • Majchers, to nie przesada co Violeta i Eremi napisały. Schludność, to także moja preferencja.
      Tego nauczyli nas w Polsce.
      Pamiętasz polskie powiedzienie: „żadna bieda nie tłumaczy brudu i niechlujstwa”?
      Ładnie pocerowane skarpetki, wyprasowane bluzki i koszule, nikt nie wyszedł do miasta w poplamionych musztardą czy keczupem podkoszulkach.
      O papilotach na głowie już nie wspomnę, a buty sznurowali wszyscy.
      Nie wiele trzeba by zadbać o swój wygląd, spojrzeć w lustro od czasu do czasu i wyjść z domu ubranym czysto i schludnie.
      Może być comfi, byle estetycznie.
      O ile przyjemniej mieć wokół siebie zadbanych, we mnie to radość wzbudza, a wśród flejtuchów czuję się skrępowana, za flejtuchów się wstydzę.

  12. eremi pisze:

    Mnie nauczono, że można być bardzo biednym, ale czystym i zadbanym.

  13. majchers pisze:

    Mhhmmm… zdaje się, że mówimy tu o kilku różnych ‚pojęciach’. Worek, schludność – te dwie rzeczy po prostu nie pasują do siebie. Są z innej parafii. Podobnie jak pocerowane.
    Musztarda, keczup i inne takie to też inna parafia. To zwykłe niechlujstwo.
    Czy papiloty są w tej samej kategorii? – to zależy od… ich nosicielki.
    Tak, tak, można być biednym, acz czystym i zadbanym. Ale chyba nie w worku?

    • eremi pisze:

      Worek to przenośnia na stare i podniszczone ubranie lub takie z lumpeksu. Łapiesz za słówka, bo zorientowałaś się, że nie całkiem masz rację?
      A co do cerowania, to nawet pocerowana odzież może być schludna, a nawet piękna.
      Łata po cerowaniu nie oznacza niechlujstwa. Niechlujstwem byłoby chodzenie w dziurawym ubraniu. Cerowanie świadczy, ze mimo biedy, ktoś bardzo dba o wygląd. Nawet pocerowana, stara sukienka może być uprana oraz wyprasowana i wyglądać lepiej niż markowe dżinsy za kilka stówek z wyszarpanymi dziurami i plamami od ketchupu. Nie cena ciucha stanowi o tym, czy ktoś jest zadbany i schludny, ale praca włożona w przygotowanie tej odzieży do noszenia.

      • eremi pisze:

        Co do piękna cerowania, bo zapomniałam. Mam znajomą, która haftuje sztandary. Potrafi też artystycznie cerować. Nie widać w ogóle gdzie jest pocerowane, gdy ona to robi. A moja babka to na cerowanym miejscu naszywała aplikacje lub haftowała różne rzeczy. Ubranie było po takim cerowaniu piękniejsze niż wcześniej.

  14. Violetta pisze:

    To w przenosni, o tym worku (chociaz nie zawsze), mowi sie ubrany jak w worek od kartofli, slyszalam tez, upasc jak worek z kartoflami. No tak, od hameryki po kartofle….. a mialo byc o miodzie!

  15. Ludmiła pisze:

    Niegdyś ktoś mi powiedział, że zachowuję się przy stole jak rodowita Kanadyjka,bo nie używam jednocześnie noża i widelca, (np.schabowego kroję na małe kawałeczki i zjadam wszystko samym widelcem – ku utrapieniu zniesmaczonej rodzinki). Kanadę znam jedynie z fotografii i przyznać muszę, że oglądając zdjęcia Toronto np. od Front St E w kierunku Church, czy zabudowania na Wellington, czuję się jakbym patrzyła na śródmiejskie zabudowania centrum mojego miasta – taka sama różnorodność stylów. Co do tzw.bezguścia, (tzw. bo gust to rzecz względna), także na ulicach Warszawy tego nie brak. Są to stroje dostępne w Centrach handlowych (jakość różna) lub u Wietnamczyków – czyli zwykłe badziewie.W moim odczuciu. Elegancja także chadza ulicami… od auta do sklepu i z powrotem.

    Pytanie postawione przez Ciebie sugeruje, że nie za bardzo czujesz się Tam jak w domu, ale i u nas większość ludzi ma to samo, jeśli posłucha „mądrości” polityków czy musi zmagać się z trudnościami codziennego życia. Jest takie powiedzenie: wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Pozdrawiam.

  16. clisha pisze:

    Ja z takim niechlujstwem spotkałam się w Irlandii. Pewnie nie uwierzysz, ale tam ludziska do marketów w piżamach chodzą. Naprawdę!!! A dresy, powyciągane gacie i bluzy to normalka, nawet do restauracji ( w chińskiej z tym czymś się spotkałam) potrafią w dresie przyjść. Żeby był jeszcze jako taki, ale takie łachmany nawet byś do odgruzowania jakiego nie założyła. Nie myśl, Lilka, że ze mnie jaka modniara i tylko ekstra klasę zakładam. Wiem jednak, że można ubrać się niedrogo a gustownie, no…ładnie. Jakiś szacunek należy się nam nawzajem wg mnie, to znaczy: jak się noszę tak cię znoszę. Jestem byle co, na sobie i w sobie mam byle co i ciebie mam za byle co. Taką mam zasadę w tej kwestii. Może, jak głosi porzekadło: nie szata zdobi człowieka, ale może go i szpecić. Ot, co!

  17. wanda56 pisze:

    Witaj Lili!
    Gdziekolwiek jestem staram się nie widzieć „brzydoty”. Na ulicach mijam ludzi, uśmiecham się do nich. Robię to bezwiednie, często widzę ich uśmiechnięte buzie, mówiące bezszelestnie dzień dobry. Łapię się na tym, że np. będąc w Krakowie, przemierzam place i ulice i nie widzę ludzi. Docieram do celu i czasem muszę „wrócić” … gdzie ja jestem?
    Ciekawą rzecz zaobserwował mój Przyjaciel na „zakorkowanych” Krupówkach. Otóż kiedy widział ludzi, starał się ustąpić im miejsca, odsuwając się na boki. Przystawał co chwilę zmęczony tłumem.
    Ja obok szłam prosto, wieszając wzrok tam, gdzie mnie zmysły niosły. Przekonał się, że to działa … widzimy to, co chcemy widzieć.
    Lubię otaczać się pięknem, ubieram się gustownie, preferuję styl sportowy. Nie zdarzyło mi się wyjść z domu ubrana „byle jak”, nawet do śmietnika. Tak mam od zawsze.
    Wiem, że inni widzą każdą plamkę, każde oczko … może dlatego dbam o wygląd?
    Twoje obserwacje, jakże celne w kwestii urbanistyki miasta. Miło popatrzeć na nowe centra, gmachy przeszklone, odbijające promienie słońca, czy rozświetlone nocą.
    A ludzie? … to oni tworzą atmosferę miasta. Włosi są rozkrzyczani, ale eleganccy … Bułgarzy, pożal się Boże, brud, smród i ubóstwo … nie do pomyślenia jest, by na Antarktydzie ubrać się byle jak … to kwestia przeżycia… Ci, co wybierają się w góry, bez odpowiedniego ekwipunku, często stamtąd nie wracają o własnych siłach, bądż zostają tam na zawsze …
    Temat rzeka Lili trąciłaś …
    Pozdrawiam spod jesiennych Tatr, śniegiem oprószonych.
    Miłego dnia.
    wanda56

      • Majchers, oglądałam ten filmik kilka razy. Ujął mnie. Wciąż serce mi topnieje, gdy na to patrzę.
        Siła słów, odpowiedni ich dobór, to sztuka w jakiej się zakochałam, sztuka której się uczę.
        Dzięki za wideo.

    • Wando, ale jesteśmy do siebie podobne. Nie lubię brzydoty i też staram się jej nie widzieć, jednak nie zawsze mi się to udaje.
      To zależy od stanu emocjonalnego w jakim się znajdujemy.
      Pamiętam swoje pierwsze miesiące w Paryżu. Zestresowana emigracją nie spostrzegałam piękna Paryża, choć codziennie na nie patrzyłam.
      Dzień w którym zamieszkałam w łacińskiej dzielnicy, uzdrowił moje oczy.
      Tymi słowami ujęłam wspomnienie w książce:
      Niebywałe, gdy się ma świadomość zaprzątniętą problemami, to można patrzeć, a nie widzieć – dociera do mnie. Teraz widzę opiewany przez wielu romantyczny Paryż i po raz pierwszy dostrzegam jego piękno. Dzisiaj wyeksponowane tu i ówdzie, jaskrawymi smugami zachodzącego słońca…..
      Twoje powiedzenie – widzimy to co chcemy widzieć, świadczy że w zdrowiu idziesz przez życie. Duszę masz pogodną.
      Trzymaj tak dalej.

      • majchers pisze:

        Bardzo ładnie powiedziane Lilka.
        Ale to jest, well, normalne. Wielokroć w życiu tak jest. „Życie” jest silne, silniejsze. Jego potęga przytłacza, obezwładnia. Cały pic, aby umieć podnieść główę ponad powierzchnię i… ją tam trzymać.

      • Violetta pisze:

        O szklance wypelnionej do polowy niektorzy powiedza ze jest w polowie pusta, a inni w polowie pelna. O to wlasnie chodzi ze pod wplywem stanu w jakim sie znajdujemy, emocji i wiary w cos spostrzegamy okolicznosci inaczej. Nie zawsze udaje nam sie wierzyc ze ta „szklanka” jest w polowie pelna. Dla wielu przez cale zycie bedzie ona pusta……..a szkoda. Dzieki Lila za tematy ktore poruszasz, od ogniwa po lancuszek dochodzimy my wszyscy ktorzy tutaj pisza do pewnych zyciowych „madrosci”. Pisanie dobrze robi tez……..(A video, wspaniale!)

  18. Ze szklanką pełną herbaty zasiadłam, by poczytać Wasze komentarze;
    – worek, toć to przenośnia! Artystyczne cerowanie warto byłoby zobaczyć.
    Violeta w hameryce kupiła kartofle i o miodzie wspomina. Słodko się zrobiło. Wanda widzi to, co chce widzieć. Też bym tak chciała.
    A Majchers mówi mi, że cały pic polega na tym, by podnieść głowę ponad powierzchnię i tak trzymać.
    Człowieku, od lat ją tak trzymam!
    Czytając następne słowa Violety uśmiecham się, popijam herbatę łyk po łyku, aż zauważam, że szklanka jest wypełniona do połowy. Patrzę na nią, jak pies na jeża. Czy jest w połowie pusta, czy w połowie pełna, tego nie jestem w stanie powiedzieć, a zapewniam, że głowę wciąż trzymam w górze.
    Dzięki Wam za przyjemność, jaką sprawiliście mi swoimi komentarzami. Widzieliście jak się uśmiechałam?

  19. Lotka pisze:

    Ciekawe co piszesz o swoich wrażeniach po przyjeździe do Kanady. Mam przyjaciół, którzy wywędrowali tam całą rodziną i także nie najlepsze mają wrażenia po wielu latach pobytu. Wszystko inne i Twoja uwaga o ubiorze, pokrywa się z ich spostrzeżeniami. Niechlujstwo ogólne, tak określają „ulicę”. Przypomniały mi się moje spostrzeżenia po przyjeździe do Polski. Tu wszystko było inne, ale ładniejsze, więc moja zamiana okazała się korzystna. Jestem pewna Lilianko, że wrócisz , bo tęsknisz okrutnie…wiem coś o tym. Wtedy być może będzie szansa porozmawiać o Twoich wrażeniach i życiu na obczyźnie. Pozdrawiam cieplutko i wysyłam słonko …nasze polskie słonko dla Ciebie na dobre jesienne dni.

  20. Violetta pisze:

    Nie powinnam odpowiadac na ten komentarz, bo w zasadzie byl prosto skierowany do Lili, ale powiem co ja czuje po 30 latach emigracji. Nigdzie na swiecie nie jest perfect, sa wspaniale elementy zycia i te mniej. Chyba ze ktos tak jak Liliana znalazl swoj Raj Na Ziemi, to juz wielki skarb. Na poczatku teskni sie za krajem, jest ta zraca nostalgia, ale czy to rzeczywiscie za krajem (z pewnoscia za rodzina tak), czy po prostu za ta mlodoscia, gdzie mimo komunizmu bylismy pelni zycia, marzen. Wielu, miedzy innymi ja bylam chroniona jako dziecko od komunizmu, bo bylo to bezpieczniejsze. Czasami dziadek cos chlapnal o Katyniu, o braciach zza Buga itp..Czy warto wrocic? Nie sadze, znam wiele rodzin, ktore po powrotach do kraju zaluja, po prostu nie moga sie odnalezc w nowej Polsce, a mlodosc juz dawno uciekla, koledzy z lawki szkolnej gdzies sie rozjechali, albo o tobie zapomnieli. W kazdym kraju mozna znalezc cudowne zwyczaje i wspanialych ludzi, a gdzie mieszkac?………starych drzew sie podobno nie przesadza, a my juz niestety jestesmy tymi dojrzalymi drzewami.

  21. Violetta pisze:

    Wlasnie Eremi, i ciagle nie ma a ja juz chcialam wywodzic sie na temat patchworkow………Cos tam musisz inaczej kliknac, pozdrawiam

  22. margolka pisze:

    Ale jeśli chodzi o styl ubierania się, ja zauwazyłam taką niedbałość również w Wielkiej Brytanii (choć nie w Londynie) i w Irlandii. Inne moje spostrzeżenie dotyczyło naszych rodaków, zamieszkujących tamże. Zdecydowanie się w tym temacie zaaklimatyzowali – wyciągnięte bluzy, dres, byle jakie sportowe obuwie są na porzadku dziennym równiez na lotnisku, podczas podróży do Polski 🙂
    Cieszy mnie, ze w Polsce na ulicach jednak spotyka się ludzi całkiem dobrze ubranych – i wcale nie mam na myśli tego, ze markowo 🙂

  23. clisha pisze:

    Dzisiaj nie ubolewajmy, dzisiaj się radujmy. Z czego? Chociażby z tego, że z okazji Dnia Życzliwości – 21 października – możemy sobie dodatkowo przesłać najgorętsze, najserdeczniejsze życzenia, byśmy tego jak najwięcej zaznawali, by piękne, cudowne chwile nas nie omijały, by spełniały się życzenia i nawet najskrytsze pragnienia …. Całuję………………..

  24. praca pisze:

    Thanks for another great post. Where else could anyone get that type of info in such a perfect way of writing? I have a presentation next week, and I’m on the look for such info.

  25. Where? Only on owocdecyzji.com 🙂
    I’m glad you like it, keep coming.
    Thank you for such a nice comment
    Liliana

  26. eremi pisze:

    Pozdrawiam serdecznie z jeszcze częściowo słonecznej Polski…:)

  27. Ciotka pisze:

    Ja bym sie przychylila raczej do zadowolenia. Po tylu latach my to jak te odrosty od korzeni. Po kilku latach wypuscily liscie a potem jak juz sie dobrze ukorzenilo to i zakwitlo i zaowocowalo. Nikt nas nie odcial od glownego korzenia wiec ciagle wracamy do tego z jakiego kraju przylecielismy. Ja mieszkam w bardzo wielokulturowym grajdolku wiec to jak kto sie ubiera juz mnie nie dziwi. Prawie tego nie zauwazam.Ludzie ubieraja sie w stylu w jakim ubierali sie w kraju z ktorego przylecieli. A ci co sie tutaj urodzili? Po prostu zyja jak im jest wygodniej. Najwazniejsze ze w moim kolku kulturowym wyglad zawsze jest najwazniejszy. Pozdrawiam serdecznie i Happy Halloween

  28. eremi pisze:

    Czemu tak rzadko pisujesz notki?
    I czemu nie odpowiadasz pod swoim postem na komentarze?
    Pozdrawiam.

  29. Przyczyna jest bardzo prosta, brak czasu nie pozwala, bym była bardziej aktywna na blogu. Wpisy robię raz w miesiącu, do przyjaciół blogerów zaglądam na bieżąco. Wciąż pracuję, w domu remont, pertraktacje z Wydawcą pochłaniają emocjonalnie. Weszłam znowu w strony swojej książki i poprawiam, zmieniam, w kółko Macieju; wiruje mi w głowie. A rodzina, jak sama wiesz, jest zawsze na pierwszym miejscu.
    Proszę o zrozumienie. Mam nadzieję, że niedługo się poprawię. Za każdy komentarz DZIĘKUJĘ serdecznie, każdy mnie cieszy. Serce mi się raduje, że tu zaglądacie.
    Do zobaczenia
    Liliana

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s