Owoc tamtej decyzji

Dla wszystkich, których życie postawiło w kropce, wymagało
podjęcia decyzji zostać czy wyjechać. Teraz po latach spoglądasz wstecz
i zastanawiasz się, czy dobrze zrobiłeś. Osiągnąłeś to czego chciałeś?
Zaszedłeś dalej? Odnalazłeś siebie? Poznałeś świat? Znalazłeś swoje
miejsce na ziemi?

54„Czy było warto? Odyseja dżinsowych kolumbów”- powieść o Nas i dla Nas wyszła także w postaci e-booka. Wystarczy kliknąć, by razem ze mną wyruszyć w tę wielką i prawdziwą przygodę polskich emigrantów.
http://www.eclicto.pl//27535,E-BOOKI_obyczaj-romans_Czy-bylo-warto-odyseja-dzinsowych-kolumbow.html?utm_source=swiatczytnikow.pl&utm_medium=por&utm_content=link&utm_campaign=porownywarki&utm_term=obyczaj,%20romans#comments_box

Reklamy

Informacje o Liliana Arkuszewska

Autorka powieści "Czy było warto?"
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

65 odpowiedzi na „Owoc tamtej decyzji

  1. majchers pisze:

    Gratuluję. Notbed, notbed…

  2. Danuta Sterna pisze:

    Ja nie musiałam podejmować takiej decyzji, ale moja siostra tak.
    Myślę, że jest zadowolona żyjąc w bardzo dalekim kraju.
    Ja za to jestem z tych, które nie mogłyby żyć poza Polską. Taka ułomność. Za każdym razem, gdy wyjeżdżam czuję się poza sobą. Nie chcę nawet myśleć – co by było, gdybym musiała tam żyć.
    Na szczęście doczekałam przemiany w naszym kraju i teraz mogę się czuć w nim całkiem dobrze.
    Pozdrawiam ciepłe kraje
    Danusia

    • Danusiu, ciepły kraj pozdrowię z przyjemnością za trzy tygodnie.
      Za trzy tygodnie będę w swoim raju, który wspominam na tym Blogu.
      Z roku na rok się dziwię, że z własnego wyboru żyję w zimnej Kanadzie i nazywam ją domem.
      Ale wciąż marzę, że jednego pięknego dnia osiądę na dobre w miejscu, w którym zostawiłam swe serce.

      • Hanna Tlustochowicz pisze:

        Wszedzie fajnie, gdzie nas nie ma. Czasem wakacyjne wspomnienia staja sie obsesja i sa pokarmem dla marzen zeby w tym kraju zamieszkac na zawsze.
        Spelnienia marzen o swoim cieplym miejscu, pani Liliano!
        Ja na razie czuje sie dobrze w holenderskiej Fryzji i marze o…….zimnej Kanadzie, Alasce, Laponii albo syberyjskiej tajdze. Chodzi mi wiecej o nature. Tu w Holandii stykam sie codziennie z ludzmi z calego swiata. Ile kultur, ile mentalnosci, ile zachowan, pogladow, zyciowej madrosci. To poszerza horyzonty myslowe i emocjonalne, ale daje tez inspiracje do odkrywania swego wlasnego wnetrza i nowych wyzwan zyciowych.
        Hanna T, Friesland

    • Beata pisze:

      Czy bylo warto? Oto dylemat kazdego emigranta. No bo co bedzie jesli sie nie uda? Na emigracji nikt niczego nie obiecuje. I nie zawsze wszystko idzie jak z platka. Sa tacy, ktorzy zaluja. Czego zaluja i dlaczego? O tym by mogla byc nastepna ksiazka. Ja mysle, ze wazny jest nie sam cel: wyjazd z kraju i lepsza przyszlosc, ale wytrwalosc w dazeniu do niego. Odpowiedzialnosc za juz podjete decyzje i konsekwencja. A reszta sie ulozy. Czytalam ” Czy bylo warto ?” z zapartym tchem. Piekna, z polotem napisana opowiesc o losach polskich emigrantow. I jakze inna od tych szkolnych lektur sprzed lat wtlaczanych nam do glow typu np Latarnik. Przeczytac Czy bylo warto na pewno warto. A czy warto bylo wyjezdzac? Po tej lekturze chyba nikt nie bedzie mial watpliwosci.
      Beata

  3. ewa pisze:

    Sadze, ze emigracja to poszerzenie horyzontöw zyciowych, poznanie innych kultur i innego swiata niz Polska.
    To sa najlepsze studia zycia.
    Ja to kocham,bo to jest ciagle jedna wielka przygoda….
    Gratuluje Lilko!
    Ewa

  4. S. Slosar pisze:

    Przeczytalem i jestem uderzony ta probka talentu literackiego. Czekam niecierpliwie na ukazanie sie calej ksiazki, nie tylko dlatego ze to bedzie pyszna lektura. Ciekaw jestem tez, zwazywszy na wlasne doswiadczenie, jak autorka podejdzie do psychiki osoby ktora zbliza sie do powziecia „decyzji”. Wnioskujac z tego co czytalem, mysle ze czytelnik nauczy sie cos o sobie i bedzie autorce wdzieczny.

  5. Bożena Godlewska pisze:

    Lila,witam i pozdrawiamCię gorąco w NOWYM ROKU, nie tylko już jako mile zapamiętaną koleżankę z tętniącego artystycznym życiem „Pobożniaka”,ale przede wszystkim debiutującą pisarkę!Brzmi dumnie i zobowiązująco zarazem…Z wielką ciekawością zajrzałam do opublikowanego przez ciebie fragmentu i muszę przyznać,brzmi intrygująco.Chce się czytać dalej.Mam nadzieję,że uda mi się dotrzeć do tej publikacji .Poznałam już wiele życiowych historii moich przyjaciół,którzy odnależli swój dom daleko stąd i z wielką przyjemnością do tego archiwum wspomnień dołączę takżeTwoją historię.Czekam z niecierpliwością.Powodzenia!Bożena G.

    • Dzięki za słowa wsparcia i to od koleżanki z Pobożniaka. O tej kapitalnej szkole też jest w książce. Obiecuję, że dam Ci znać gdy tylko „Czy było warto…?” się ukaże. Ta książka pozwoli tysiącom się z nią utożsamić. Tym, którzy tak jak ja wybrali się w tę podróż, także zapytać „ czy było warto?”, a tym którzy zostali w kraju, rozważyć na nowo „może trzeba było?”. Odnajdą w niej siebie i jedni i drudzy.
      Sama czekam z niecierpliwością na jej wydanie.
      Ściskam Cię serdecznie.
      Lilka

      • Tak naprawde na to nie ma jednej odpowiedzi,wszystko zalezy od nia,nastroju,sutuacji.Ja mieszkam w Szwecji 25 lat i czasami twierdzilam,ze po co mi to bylo ale w wiekszosci jak widze czego dorobily sie dzieci juz wiem,ze bylo warto.A przekonalam sie w ubr jak zachorowalam na raka ze naprawde bylo warto.Pozdrawiam milutko.Zapraszam na moj bloog

  6. Alicja Czajka- Postolek pisze:

    Przeczytałam rękopis z wielkim zainteresowaniem i nie mogłam sie od niego oderwać, tak jest świetnie napisany.

    Miałam przeprowadzić korektę, ale zupełnie nie wywiązałam sie z zadania mi powierzonego, bo fabuła jest tak fascynujaca, że nie dopatrzyłam się żadnych błędów stylistycznych.
    Pochłonięta bez reszty byłam jej tematyką i dynamiką pióra.
    Rozważane przez autorkę filozoficzne refleksje, są oczywiscie ponad czasowe. Z pewnością zadowolą nawet najbardziej wybrednego czytelnika.
    Ksiązka jest kosmopolityczna, dlatego warto, aby sie ukazała w tłumaczeniach własnie dla tego czytelnika , który uważa się za „obywatela świata”.
    Mam nadzieję, że witryny wydawnicze szybko zorientują się, że jest to bestseller i będa się między sobą licytować o prawa do publikacji.
    Gratuluję i z niecierpliwością czekam na pierwsze egzemplarze.

  7. majchers pisze:

    Ciekawie napisane, aczkolwiek dla mnie jest to bardziej kolejny dowód relatywizmu. Czyli rzecz o tym, jak można te same (czy też podobne – nie sprzeczajmy się o szczegóły) sprawy widzieć inaczej. Lub jak można im nadać inny wymiar, nawet inną treść. Inny-inną niż się samemu widziało w nich…

    • Poszliśmy w świat wydeptując własne ścieżki. Los wytyczał nam kierunek. Osobiste przeżycia – spostrzeżenia, emocje, refleksje i oceny, wartości etyczne i estetyczne mają charakter względny. Każdy z nas widzi i czuje inaczej. Wszystko jest względne.

      • majchers pisze:

        Taaa… Choć ja raczej ogólnie o tym relatywizmie. Twoje, Wasze ‚wyjście w świat’ to tylko epizod przecież – jakiejkolwiek by nie był wagi – w całości, którą zwiemy życiem. Czekam(-y) z niecierpliwością na druk…

  8. Michalina Czyzykowska pisze:

    Emigracja-bardzo interesujacy temat na ksiazke. Kazdy z nas moglby napisac ciekawa ksiazke o swoim zyciu na obczyznie. Ciesze sie, ze kolezanka podjela ten temat.
    To wielkie doswiadczenie zyciowe a jednoczesnie sprawdzenie sie samemu i najblizszych czlonkow Rodziny.
    Emigracja zdecydowanie zmnienia ludzi, w rozny sposob, ale przede wszystkim to wielkie wyzwanie dla kazdego emigranta.
    Michalina

  9. roksanna pisze:

    Witaj 🙂 Sama kiedyś stanęłam przed taką decyzją czy wyemigrować wraz z mnóstwem znajomych. Byłam o krok na tak. Jednak wróciłam. Gdybym podjęła inną decyzję pewnie dziś byłabym w Kanadzie gdzie wtedy czekała na mnie rodzina. Wrócę tu wieczorkiem by poczytać, a teraz zostawiam wiosenne pozdrowienia 🙂

  10. Krystyna Zyluk-Zylinska pisze:

    Gratuluje pomyslu (i realizacji), otwarcia blogu na temat ksiazki napisanej przez Liliane.
    A sama ksiazka? Mialam szczescie przeczytac pare rozdzialow i na tej podstawie calym sercem polecam ja wszystkim, tym co zdecydowali sie na emigracje, a takze tym co pozostali w kraju. Czytelnikow na emigracji zainteresuja losy bohaterki i jej rodziny w Kanadzie, ich trudne decyzje, wzloty, upadki, porazki, lekcje z nich wyciagniete, chwile szczescia i…….. ciagle powracajace pytanie, czy warto bylo?! Wiem duzo na ten temat, bo sama jestem emigrantka, od 29 lat mieszkam w Afryce Poludniowej i dylematy autorki znam z autopsji.
    Czytelnicy w kraju dowiedza sie ile „kosztuje” emigracja do obcego kulturowo kraju, jak wyglada walka o przetrwanie, zachowanie wlasnej godnosci, polskiej mowy, kultury i tradycji. Byc moze dojda do wniosku, ze warto bylo zostac w kraju, zeby uniknac powracajacej jak bumerang tesknoty za krajem.
    Styl w jakim napisana jest ta ksiazka nie pozwala na odlozenie jej na chwile, ja pomietam, czytalam ja gdzie tylko moglam, w pracy, w poczekalni, w domu do pozna w nocy. O korekcie przy pierwszym czytaniu nie bylo mowy, fabula byla zbyt interesujaca, zeby zastanawiac sie nad banalna ortografia lub poprawna stylistyka, na stronach ksiazki opisane bylo „samo zycie” w intensywnych barwach.
    Mam nieplonna nadzieje, ze w niedlugim czasie ujrzymy ksiazke Liliany w polskich witrynach ksiegarskich. Tego Jej i Andrzejowie zycze z calego serca!

  11. Zofia pisze:

    P.Liliano, ciekawy blog – gratuluje i czekam na ksiazke.
    Cwierc wieku temu na greckiej plazy podjelam decyzje o tym by emigrowac do Australii.
    Niestety, tak sie zlozylo, ze jako samotna matka z dwojka dzieci znalazlam sie w stolicy Kanady.Dlaczego? Otoz, od dziecinstwa marzylam aby mieszkac w stolicy i jak widac marzenia spelniaja sie, bo kilka lat mieszkalam w stolicy Grecji, a niedawno minelo juz 20 lat jak mieszkam w stolicy Kanady.
    Przyjechalam z dziecmi, a zostalam sama.I znow pytanie dlaczego??
    Z obserwacji wiem, ze kazdy czlowiek ma swoje wlasciwie miejsce na ziemi, a lepiej bym to ujela w ten sposob, ze nie jestesmy zwiazani z miejscem na ziemi, lecz z osobami z ktorymi przyszlo nam zyc, pracowac i wzrastac duchowo czyli przechodzic wlasna szkole zycia.Moja corka powiazana jest z Grecja i tam zalozyla rodzine a syn z Anglia, jedna siostra w Niemczech druga w Polsce i kazdy ma swoje otoczenie, ktore pomaga rozwiazywac problemy dnia codziennego.
    W Kanadzie nie mam rodziny, ale za to mnostwo przyjaciol, ktorzy sa mi tak samo bliscy jak rodzina.Prawie co roku odwiedzam moja rodzine w Europie i zawsze sie ciesze jak wracam do Ottawy…
    P.Liliano,bedzie mi milo poznac sie osobiscie, bo przeciez mieszkamy w jednym miescie i mamy przytulna polska kawiarnie -410 Bank.Zapraszam na dobra kawke lub herbatke i na pogawedke.Pozdrawiam cieplutko i zycze milego weekendu.Zofia:))

  12. Gosik pisze:

    „Czy było warto…?” to dreczace pytanie. Ale czy odpowiedz jest jedna? Stala?
    Wg mnie jest zmienna w zaleznosci od danej sytuacji zyciowej.
    Pamietam pierwsze przezyte przeze mnie swieto narodowe Kanady, 1 Lipca.
    W poludnie tego dnia jest odspiewywany kanadyjski hymn. Przypominaja mi sie uczucia, jakie mnie ogarnely wowczas sluchajac go i probujac go odspiewac jeszcze wtedy lamana angielszczyzna. Kotlowaly sie we mnie… rozgoryczenie, zal. Ja powinnam spiewac hymn polski! – pomyslalam, w oku zakrecila sie lza. Smutno mi wowczas bylo, ze los zgotowal mi taka sytuacje, czulam sie poszkodowana, obca.
    Przytocze teraz inna scenke: powracajac po kolejnych wakacjach w Polsce do Ottawy bylam niesamowicie wypompowana podroza. Ostatnia rzecza na ktora mialam ochote, bylo dlugie czekanie w kolejce do odprawy paszportowej. Celniczka biorac moj paszport zapytala skad powracam. Po odpwiedzi uslyszalam…. WELCOME HOME!
    Cieplo, ktore ogarnelo moje serce dodalo mi energii, ale przede wszystkim przekonania… tak to jest teraz moj dom!
    Gosik

  13. Krystyna Zyluk-Zylinska pisze:

    Czytajac wypowiedz Gosika, przypominam sobie wlasne watpliwosci, hustawke uczuc i nastrojow. Czy podejmujemy trafną decyzje?!
    Kiedy roku 1994 stalismy w dlugiej kolejce do pierwszego demokratycznego glosowania w RPA, nad naszym losem wisial ogromny znak zapytania, co z nami bedzie?! Drugie Zimbabwe?
    Wielu z naszych znajomych Polakow i Afrykanerow, w obawie przed bardzo niepewna przyszloscia, wyjechalo pospiesznie sprzedajac dobytek. My postanowilismy podjac to ryzyko i zostac. Zeby rozladowac napieta sytuacje, porownywalismy wtedy nasza decyzje do gry w rosyjska ruletke. Tym razem decyzja byla wlasciwa.
    Zycie jest ciagiem decyzji – takie jest nasze zycie, jakie sa nasze wybory.
    Nie zawsze decyzja o emigracji z ojczystego kraju, jakkolwiek jedna z najważniejszych, jest najtrudniejszą decyzją jaką musieliśmy podjąć.
    Jaka była Wasza najtrudniejsza zyciowa decyzja?

  14. promii pisze:

    ja na szczęście za granicę wyjeżdżam tylko na wakacje i bardzo się z tego cieszę. Mieszkałam rok w pięknym miejscu, ale na stałe raczej bym się nie zdecydowała zostać.

  15. Lotka pisze:

    Każdy człowiek powinien umieć znaleźć swoje miejsce na ziemi. Pod tym tytułem mój brat drukował pamiętniki i otrzymał nagrodę.

  16. Azalia pisze:

    Liliano, nigdy nie miałam wątpliwości gdzie jest moje miejsce. Marzyłam o podróżach, które zostały tylko marzeniami, ale na stałe nie wyjechałabym. Jestem zbyt osadzona w Polsce, kocham swoje miejsce na ziemi i nawet, gdy bywało ciężko, nie pomyślałam o emigracji.
    Mój bratanek już 6 lat jest poza krajem i nie wraca tylko z powodu zarobków. Tylko i wyłącznie. Przyjeżdża na święta i godzinami wisi na telefonie. Ze łzami w oczach wyjeżdża.
    Mieszka tam ze swoją dziewczyną, ona już zostaje, bo szybko się zaaklimatyzowała, a on chyba wróci.
    Nie każdy potrafi wsiąść do pociągu, czy do samolotu i zamknąć za sobą drzwi od swojego domu na zawsze.
    A jeżeli chodzi o Twoją książkę, będę trzmać kciuki. Jestem pewna, że wszystko się uda. Przeyczytałam fragmenty „Czy było warto…?” i jestem oczarowana. Masz wspaniały styl pisania. Dynamika, metafory, akcja i nie ma dłużyzn, co bardzo mnie zawsze drażni w książkach.
    U Ciebie wszystko się dzieje tu i teraz, wartko, z burzą emocji, ciekawych kwestii.
    Wyadawca powinien paść na kolana, bo będzie to perełka.
    Pozdrawiam serdecznie
    Grażyna

  17. Lotka pisze:

    Są dylematy życiowe, na które odpowiedzi nie możemy znaleźć całkiem pewnej. Mój ojciec urodził się w Bostonie. Jako 6letni chłopiec wrócił z rodzicami do Polski, która wkrótce znalazła się na terenie ZSRR. W 1987r przyjechaliśmy do Polski. Ojciec natychmiast postarał się o przywrócenie amerykańskiego obywatelstwa. Poszło łatwo, ale powstał dylemat, czy może mamę zostawić z trojgiem dzieci, jeszcze nie zaaklimatyzowana w Polsce. Czas leciał, a dylemat stał między rodzicami, bo mama nie chciała rozstawać się z mężem, który dwa lata temu wrócił z Syberii. Nie pojechał nasz tatko do Ameryki, ale całe życie o tym rozmawiali i zastanawiali się jaki byłby los rodziny, gdyby była podjęta inna decyzja. Pozdrawiam.

  18. Podejmując decyzję nie znamy odpowiedzi. Dopiero konsekwencje nam ją ujawniają. Stukamy się w głowę, gdy wybór nie został trafiony, czasami cierpimy. Ale te dobre decyzje nas trzymają, dają wiarę w siebie i wiatr w żagle. Wzbudzając fantazję dodają odwagi, wskrzeszają siły i prowadzą nas dalej.
    Twój tatko nie pojechał do Ameryki, ale przywiózł Was do Polski, zapewnił lepsze życie. Emigracja wysysa z nas wiele soków, co powoduje, że na kolejną emigrację już nie ma siły. Szkoda, tak smutno mi się zrobiło, że nie mieliście okazji zobaczyć Bostonu. Boston jest wspaniały! Postaraj się tam pojechać, chociażby dlatego, że jest miejscem urodzenia twego ojca i abyś mogła przymierzyć się do niego i pogdybać. Gwarantuję, że będziesz miała ogrom doznań. Tego ci życzę z całego serca.

    • Lotka pisze:

      Twoje życzenia są dla mnie balsamem na serce. Zobowiążę wnusię naszą aby spełniła to, czego babci się nie udało ze różnych względów. Świat dla mojego pokolenia nie stał otworem tak jak teraz. młodzi mogą go przemierzać w szerz i wzdłuż bez przeszkód praktycznie, jedynie finanse mogą być przeszkodą. Nasz świat odgrodzony był żelazna kurtyną i choć czasami serce marzyło o dalekich wyprawach, to na marzeniach się kończyło. Dobrze, ze mieszkamy w takim miejscu, skąd i do Skandynawii jest blisko , więc przez kilka lat mąż mój jeździł do Cioci, która bardzo tęskniła za Polską. My mamy już takie dusze, które są wrażliwe, rozmarzone i szczęśliwe w kraju. Obecnie staramy się pomóc żyć koledze męża, który mieszka we Francji. Wysyłamy mu płytki ze zdjęciami miasta, nagrania slajdów i namawiamy do przyjazdu. Tak bardzo tęskni, że płacze kiedy rozmawiamy przez telefon. Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie, słonka życzę i w pogodzie iw serduszku.

  19. majchers pisze:

    Pani Lotko, nie zgodzę się z Panią. Ta żelazna kurtyna wcale nie była taka żelazna. Przymiotnik utworzyli ci, którym to było potrzebne – ci na Wschodzie, czy Zachodzie. Kwestia „przemieszczania się” jest sprawą względną. Ludzie przemierzali świat w dużo bardziej skomplikowanych sytuacjach niż żelaznej kurtyny. To, czy ktoś to robi, czy nie, zależy od niego samego. Zbyt często wyszukujemy ekskjuzy na swe lenistwo, wygodnictwo czy też zwykły, prozaiczny brak odwagi. Zdecydowanie łatwiej i przyjemniej sie… gdyba i marzy. Bo to tak fajnie, błogo. No i spocić się nawet człek nie spoci. W Polsce (obojętnie – tamtej z czasów kurtyny, czy obecnej nikt nikogo nie krępował w podróżowaniu do… sąsiedniego powiatu, czy województwa. A iluż z nas z tego korzystało?
    Kwestia nostalgii to gruba kniga. Składa się na nią wiele, wiele stron, wiele spraw. Może więc ten Pani kolega sobie tak podpłakuje, bo po prostu… chce?
    😉

  20. clisha pisze:

    Hi:) Trzymaj się tam w tej Hameryce, Lilka:) Pisz nam tu na blogu o tamtejszych zwyczajach, ciekawostkach. Się dowiemy:) Jeśli to robisz, to sorki, nie czytałam poprzednich wpisów. Zajrzałam od Andante. Kind greetings from Poland:))) Zresztą, znamy się (clisha)

    • clisha pisze:

      Witaj:) Bardzo się cieszę z Twoich odwiedzin u mnie, również z radością będę odwiedzać Ciebie i Twój piękny blog, tylko jeszcze przez jakiś czas będę bywać na blogach w „kratkę” (remont, rodzinne spotkania i znów remont).
      Skąd się znamy? hihi:)
      Wkrótce napiszę.
      Na razie całuski posyłam i cieplutko pozdrawiam.

  21. margolka pisze:

    Witaj 🙂
    Dziękuję za odwiedziny, przychodzę z rewizytą 🙂 Mam nadzieję, że poznamy się lepiej z biegiem czasu 🙂

    Ja co prawda nie wyjechałam.. A w zasadzie inaczej – nie wyjechałam za granicę, ale jednak wyprowadziłam się z domu. Nie zastanawiałam się nad tym wtedy – po prostu poszłam na studia i to było dla mnie oczywiste. A wszystko później samo się poukładało. Dlatego myślę, że nie zawsze warto patrzeć wstecz i zastanawiać się, co by było gdyby 🙂 Wolę przyjmować to, co życie mi przyniosło 🙂

    • Jak piszesz, rzeczą oczywistą było dla ciebie pójście na studia i wyprowadzenie się z domu. Z domu, do którego zapewne zawsze mogłaś wrócić, prawda?
      Decyzji więc w tej sprawie nie podjęłaś. Los cię poprowadził, pokazał dalszą drogę. Może dlatego nie masz potrzeby, spojrzeć wstecz, stanąć twarzą w twarz z decyzji konsekwencjami.
      Gdybanie to przypuszczenia, których nie jesteśmy w stanie sprawdzić. Nieznana nam nasza dola. Możemy natomiast przeanalizować rezultaty podjętych decyzji, cieszyć się z dobrze pdjętych, szukać w nich motywacji, odpowiedzieć sobie na dręczące pytania. A te złe decyzje? Zdaża się, że cierpimy przez nie, pukamy się w głowę dziwiąc: jak mogłam?! One jednak uczą. Podobno najlepiej uczymy się na własnych błędach.

      • margolka pisze:

        No tak, w tym wypadku decyzji nie podjęłam. Ale podjemowałam je w milionach innych spraw i to miałam na myśli pisząc o tym patrzeniu wstecz. Podjęłam na przykład decyzję, żeby wyjechać na pół roku za granicę na stypendium – mimo, ze z Frankiem znałam sie dopiero 2 miesiace i nie wiedzialam, czy prztrwamy. Zdecydowałam przejsc na studia zaoczne i zaczac prace na pelen etat, zdecydowalam się zmienić pracę itd 🙂 PO prostu ciągle musimy podejmować jakieś decyzje. Ale gdy się już na coś zdecyduję, nie lubię wracać do tego i gdybyać 🙂 Wolę przyjąć to, co dzieję się teraz 🙂

      • margolka pisze:

        Liliano, zostawiam pod tą notką kolejny komentarz po kolejnych dwóch latach, które przyniosły mi kolejne decyzje do podjęcia 🙂 W tym tę o przeprowadzce i rozpoczęciu wszystkiego od nowa 300 km od miejsca, w ktorym myslałam, że zostanę już zawsze. I zdecydowanie wolę wierzyć, że to była jedyna dobra decyzja – tego się będę trzymać, choć wcale różowo teraz nie mam. Po prostu wierzę, że gdybym została, to też różowo by nie bylo, a tak przynajmniej nigdy nie będę żałować, że nie spróbowałam 😉 Chyba taka już jestem z natury, że zawsze swoje decyzje wolę uważać za słuszne 🙂
        Pozdarwiam

  22. majchers pisze:

    No właśnie. I tak trzymaj margolko !

  23. Iskierka pisze:

    Nieważne gdzie, ważne z kim. Mając przy sobie osoby., przy których czujemy się dobrze możemy jechać na koniec świata. Nigdy nie byłam za granicą, jak dotąd moje wyjazdy ograniczają się do niedalekich podróży, a w ostatnim czasie to się nawet zwęziły do „zwiedzania” oddziałów szpitalnych. Także nie mam doświadczeń związanych z emigracją, aczkolwiek moja kuzynka zaraz po maturze wyjechała do Kanady, tak po prostu odwiedzić koleżankę i już tam została. Z tego co wiem póki co nie planuje powrotu do Polski, ułożyła sobie tam życie i chyba jest jej tam dobrze.

    Cieszę się, że znalazła Pani swoje miejsce na Ziemi, stworzyła własną rodzinę i jest szczęśliwa, to chyba podstawa wszystkiego.

    Pozdrawiam ciepło.

  24. Lotka pisze:

    Witaj Lilianko. Dziękuję Ci Słonko za miły wpis na moim blogu. Plaża w Świnoujściu jest rzeczywiście szeroka, a piasek mięciutki. Szkoda tylko, że smutne, szare i deszczowe lato wygląda z fotografii Lenki. Dziś pojechały do domu córka i wnusia. Niby słonko od wczoraj świeci ale jest chłodno i na plażę raczej się pogoda nie nadaje. Wczasowicze trochę marudzą, ale cierpliwie siedzą na mokrym pisaku pozasłaniani parawanami, bo przecież przyjechali tu po zdrowie i świeże powietrze, a tego u nas nie brakuje. Szkoda że jesteś tak daleko, może odwiedziłabyś stare kąty i odnowiła miłe wspomnienia.
    Najpiękniej pozdrawiam i całuski wysyłam.

  25. majchers pisze:

    Margolko – imponujesz mi (wpis 18 sierpnia) !
    😳

  26. eremi pisze:

    Jak to się stało, że wyjechałaś tak daleko? Moja koleżanka z podstawówki też tam pojechała. Do ciotki. Dostała zezwolenie na roczny pobyt. Miała się opiekować ciotką. Potem przedłużono jej na kolejny rok, ale zanim upłynął była już mężatka…:) Niestety długo się małżeństwem nie cieszyła. Coś niewiele ponad rok, bo chłopak zginał w wypadku samochodowym. Została wdową w wieku 22 lat zdaje się. Przykre, ale tak się zdarza. Druga znajoma przeżyła to samo, z tym że w Polsce – mąż się zaczadził, piec się zepsuł…:(
    Kolega kilka lat temu wyjechał do Anglii. Poznał tam Afrykankę. Pokochali się i ożenili. W podróż poślubną pojechali do jej rodziny, do Afryki. On musiał po miesiącu wracać do pracy, ona miała jeszcze trochę zostać u rodziny. W tydzień po jego wyjeździe już nie żyła. Złapała jakąś zjadliwą bakterię…. 😦 Jakoś mam niemiłe skojarzenia z emigracją.

    • Kiedy wyjechałam z Polski wyjeżdżało w świat masę rodaków. Porozrzucało nas w różne strony. Jak sama widzisz, twoją znajomą spotkała tragedia w Polsce. Wszędzie one się zdarzają. Ale mogę cię zapewnić, że choć nie wszystkie emigracyjne historie są szczęśliwe, wiele z nich jest pozytywnych, pogodnych, mają happy ending.

  27. majchers pisze:

    Zrozumiałe, eremi…

  28. G pisze:

    Nasze decyzje. Czy inne bylyby lepsze? Pewnie nigdy nie dowiemy sie. Lepiej chyba uznac, ze byly najlepsze. Bo moze rzeczywiscie tak. A jesli nie, to i tak tamten czas, i my tamci, zostalismy w przeszlosci. Jesli czujemy, ze cos chcemy jednak zmienic, w pewien szeroki sposob, to moze jest dobra okazja. W tym roku po raz pierwszy Polonia ma szanse miec swojego przedstawiciela w Sejmie RP. Jesli uwazasz, ze to ma sens, jesli uwazasz, ze to wazne zajrzyj https://sites.google.com/site/agatakalinowskabouvywybory2011/ Link z polecenia od przyjaciol wplynal do mojej skrzynki. Serdecznie pozdrawiam.

  29. Angel pisze:

    Jak się powie A trzeba powiedzieć i B. Nie zawsze podejmiemy słuszą decyzję ale warto czasami coś zmienić w życiu anuż decyzja,którą podjeliśmy okaże się dobra a i nasze życie nabierze barw.
    Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za wizytę na moim blogu:*
    http://www.wspomnienia-na-wietrze.blog.onet.pl

  30. Iskierka pisze:

    W ten wieczór Wigilijny niech przy Waszym stole panuje zgoda i miłość, a poczucie rodzinnego ciepła i jedności będzie mocnym fundamentem, dodającym sił i odwagi podczas podejmowania najważniejszych życiowych decyzji.

    Pełnych Wiary, Nadziei i Miłości Świąt życzę ;*

  31. Łukasz T. pisze:

    Akuku 🙂 Bankowo nie spodziewałaś się mnie w Wigilię Bożego Narodzenia!
    Stawiam się oczywiście z zapowiedzianą rewizytą 🙂

    W taki dzień nie może obejść się bez życzeń, dlatego dwa najważniejsze. Dużo, dużo zdrowia Liliano dla Ciebie i małżonka, oraz pociechy z dzieci i wnucząt. Więcej nie potrzeba, ponieważ jestem pewien, że czymś Was zaskoczą w te święta 😉

    Teraz akcje zakończone, mam troszkę więcej czasu, zatem obiecuję poprawę, i częstsze odwiedziny po nowym roku. Na wiosnę oczywiście jest już wymyślona kolejna akcja, już teraz zapraszam do jej śledzenia, a może nawet przyłączenia się…

    Wszak „życie człowieka, ma kolor jego wyobraźni…”

    Pozdrawiam serdecznie i uciekam na spacer, bo zapachy odsmażanych pierogów z kapustą i grzybami dolatujące z kuchni wystawiają moją silną wolę na ciężką próbę 😉

    http://dogonicmarzenia.wordpress.com/2011/12/24/24-xii-2011r/
    Łukasz

  32. Patrycja pisze:

    Miło mi to słyszeć, że będę miała Panią jako czytelnika mojego bloga. Mam nadzieję, że te książki co ja czytam również Panią zainteresują. Oczywiście, ja też tu będę chętnie zaglądać i z przyjemnością poznam polecane przez Panią tytuły. 🙂 Pozdrawiam.

  33. Patrycja pisze:

    Dziś opublikuję listę książek, które chcę przeczytać w 2012 roku, m.in. z myślą o Pani 🙂

  34. Natalia pisze:

    Przeczytałam. Można powiedzieć, żeprawie do końca, bo trochę nie zrozumiałam, nie na mój 12-letni umysł. Ciekawe zdania, wszystko dobrze opisane. Przekazałaś nam swoją wiedzie, za to niezmiernie dziękujemy.

    Życzę Ci Szczęśliwego Nowego Roku!!!

    Zapraszam na Bloga life-on-everyday.blog.onet.pl

  35. krystynkabaj pisze:

    A Ja wpadłam wieczorkiem z odwiedzinami i pozdrowionka serdeczne zostawić.Zrobilo sie cieplej,leży jeszcze troszkę śniegu ,jest czyściutko i biało.Słoneczko machało dziś do mnie promyczkami. i ptaszki śpiewały….Jeszcze dwa miesiące i wiosenka zapuka do okna.Pozdrawiam.kRYSTYNA…

  36. Natalia pisze:

    Och, nie jeden był taki moment. Czasem żałuję, że nie zrobiłam czegoś, albo żałuję, zazwyczaj po kilku dniach. Co za życie? Hehehe, nic nie jest idealne.

    No i kiedyś skomentowałaś mojego bloga, na prawdę dziękuję! Możemy się informować o nowych notkach, zapraszam —-> http://life-on-everyday.blog.onet.pl/

  37. Natalia pisze:

    Niedawno znalazłam swoje miejsce. Szukałam je przez kilka dobrych miesięcy (chodzę do 6 klasy). Po prostu tak jest, ma Pani rację! Trzeba się wziąć w garść, szukać czego trzeba, a przede wszystkim ćwiczyć i trenować! Dziwię się ludziom, którzy popełniają samobójstwa, bo uważają że tak będzie lepiej. Ale dla kogo? Całe życie przed nimi…. Mają wszystko czego chcą, pieniędzy pod dostatkiem, a mimo to zawsze czegoś brakuje. Może to miłość od rodziców, wyśmiewanie w szkole… Trzeba tak budować w sobie psychikę, żeby było nam łatwiej!
    Bardzo dziękuję Pani za miły, długi komentarz! Tego mi właśnie brakowało.

    Pozdrawiam,
    Natalia – http://life-on-everyday.blog.onet.pl/

  38. Mała Mi pisze:

    Mam połowę rodziny i korzeni (w tym ojca) we Francji , ale jakoś nie umiem sobie wyobrazić wyjazdu… Podziwiam odwagę tych, którzy się na to zdobyli.

  39. G. pisze:

    Lilka,
    Zajrzalem dopiero teraz do poczty.
    Wspaniale sie czyta Twoje slowa, mysli. Mowisz na swoim blogu, ze brak Ci bylo inspiracji do pisania.
    A Ty sama w sobie jestes inspiracja!
    Tyle energii czuje w Twoich slowach.
    Serdecznie pozdrawiam zza miedzy…
    G.

  40. wp771.bloog.pl pisze:

    Gratuluję wydania książki! Jestem w podobnej sytuacji, tyle że mieszkam w Niemczech… i jak na razie, to tylko parę moich bajek zostało wydanych w Polsce, tutaj natomiast dwukrotnie wiersze. Przyznam jednak, że przestałam szukać wydawcy… To nie dla mnie. Pozdrawiam serdecznie oraz życzę by „to” szczęście trwało jak najdłużej! Halszka

  41. krystynkabaj pisze:

    Wpadłam lipcowego wieczorka-kolorowych senków życzyć….U nas koło Szczecina było dzisiaj 32 stopnie-brakowało powietrza,trudno było oddychać.Teraz jest troszkę lepiej.Kwiaty pokazują kwiatową modę na ogródkach i ptaszki przecudnie śpiewają…Jest bardzo zielono i pięknie…..Pozdrawiam serdecznie…Krystyna.

  42. Inka pisze:

    Trafiłam Lilu na Twojego bloga jakiś czas temu no naprawdę przypadkiem i często zaglądam bo świetnie się czyta .gratuluję wydania książki własnie zabieram się do czytania i tak się ciesze ..bo to jest taki moment otwierasz książkę i …..zaczyna się przygoda 😉
    Jestem „bezdomna” blogowo 😉 więc do siebie zaprosić nie mogę ale pewnie spotkamy się na Szymonowym szlaku no i do Ciebie będę zaglądać.
    serdecznie pozdrawiam

  43. wieniumorski pisze:

    Człowiek jak naprawdę chce to wszędzie znajdzie miejsce na ziemi. Myślę, że trzeba być tylko otwartym na świat i ludzi.
    Pozdrawiam
    Ahoj!

  44. DD pisze:

    Miałam szczeście. Znalazłam swoje miejsce na ziemi. Tego życzę każdemu. Wesołych świąt.

  45. Jagoda pisze:

    Witam, od dzisiaj jestem posiadaczką ksiązki „Czy było warto” , zaczynam popołudniu czytanie .Okaże sie czy było warto 🙂
    pozdrawiam ,Jagoda

  46. eremi pisze:

    Gratuluję. Widzę, że w końcu książka się ukazała, a autorka jest rozchwytywana przez dziennikarzy….:) Życzę powodzenia!

  47. Lotka pisze:

    Wesołych Świąt dla Ciebie i Twojej Rodziny.
    …………..¨♥*✫♥,
    ………,•✯´………´*✫
    …….♥*……………. __/\__
    …….*♥…………… ..*-:¦:-*
    …¸.•✫………….……/.•*•.\
    …~`,`~……………… |
    ¸….✫………………. *•*
    ´¸…*♥..´¸………..*♥♫♥*
    ´¸¸♥*…………….✯•♫•♥•*
    ´¸.•✫ ………….. *♥•♫•♫♥*
    ~`,`~…………. ✯♥•♦♫♥•♥*.
    `.✫`………….. *♥☺♥•♥•☺♥*.
    ●/…………….✯♥•♥♠♫♥#♥•♥*..
    /▌…………….*♥♫•♥♫•♥♫♥•♫♥*
    / \………………….. ╬╬╬╬

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s